pl | eng

Urban interventions.
O sztuce w przestrzeni miejskiej.

Czytano 2208 razy


Przyszła wiosna, a wraz z nią ochota na przebywanie na, nie zawsze świeżym, powietrzu. Niestety światowa urbanizacja sprawiła, że większość z nas jest skazana na spacery w miejskiej przestrzeni. 30 lat temu cztery na dziesięć osób żyło, a od 2008 roku ponad połowa ludności świata żyje w miastach i miasteczkach. Prognozy mówią, że w roku 2050 siedem na dziesięć osób będzie mieszkańcami miast. Na szczęście artyści, projektanci i miejscy aktywiści starają się przywrócić miastom bardziej ludzką skalę. Przestrzeń miejska staje się forum społecznej debaty, a artystyczne interwencje sposobem wyrażania głosu w dyskusji. Celem artystycznych działań jest doprowadzenie do zmian w otoczeniu. Przyjmując anty-autorytarne podejście do miasta, artyści traktują je jako plac zabaw i przestrzeń dla sztuki. Ich wywrotowe, pełne humoru działania przypominają, że miasta nie powinny pozostawać wyłącznie w rękach przywódców, polityków, miejskich urzędników i architektów.
Miejskie interwencje artystyczne, będące połączeniem i interakcją sztuki, architektury, performansu, instalacji i urbanistyki bywają zaskakująco zabawne, ale pod anegdotą i dowcipem kryją się głebsze treści, które prowokują i skłaniają do refleksji. W szerszym kontekście światowej urbanizacji konkluzje twórczych eksperymentów miejskich interwencjonistów są raczej przygnębiające. Pomagają jednak inaczej spojrzeć na nasze codzienne otoczenie i skłonić do pytania, czy miasta, które mamy, są takie, jakie chcielibyśmy mieć. A przy okazji dodają odrobinę magii do prozaicznych miejsc i sytuacji.
Status tych interwencji jest różny. Niektóre z nich są działaniami legalnymi, nierzadko realizowanymi w porozumieniu z władzami, a niektóre, często tworzonymi pod groźbą kary, dziełami miejskich partyzantów. Część z artystycznych interwencji wiąże się z trwałymi ingerencjami w tkankę architektoniczną, a niektóre to efemeryczne akcje, trwające zaledwie kilka chwil. Pojęcie miejskich interwencji jest bardzo pojemne i zawiera szeroki zakres różnorodnych działań.



Kamila Szejnoch. Huśtawka/Swing. Warszawa. 2008. Źródło: kamilaszejnoch.com

Instalacja Huśtawka Kamili Szejnoch zrealizowana nielegalnie w Warszawie w 2008 roku w ramach projektu Karuzela Zjeżdżalnia Huśtawka to dialog z pomnikami, które mimo że znalazły się na śmietniku historii, można nadal spotkać na ulicach i w parkach. Sugestia zmiany ich funkcji jest próbą ożywienia martwych monumentów, a także zwrócenia uwagi na ich historię. Historia nie jest jednoznaczna, szczególnie ta związana z Pomnikiem Kościuszkowców. To przykład, jak inaczej może ona wyglądać z perspektywy pamięci zbiorowej i jednostki. Huśtawka ma podkreślać złożoność tej relacji – relacji pomiędzy człowiekiem i gigantem – monumentalnym żołnierzem a drobną istotą huśtaną przez "łapę historii". (www.kamilaszejnoch.com) Artystka jest autorką działań artystycznych w przestrzeni wielu miast na świecie, między innymi Gdańska, Beetsterzwaag w Holandii, Seulu, Wrocławia, Bratysławy, Rapperswillu, Birmingham, Wenecji czy Erewania.




Kamila Szejnoch. Instalacje i interwencje. Źródło: kamilaszejnoch.com

Najczęściej spotykane interwencje to ingerencje w znaki dorgowe. I choć ma to często więcej wspólnego z wandalizmem niż ze sztuką, trudno się nie uśmiechnąć na ich widok.



Źródło: pinterest.com

Jednak większość miejskich dzieł ma dużo większy ciężar gatunkowy. Na przykład instalacja From the Knees of my Nose to the Belly of my Toes (Od kolan mojego nosa po palce mojego brzucha) brytyjskiego projektanta Alexa Chinneck'a, która powstała w dzielnicy Cliftonville nadmorskiego brytyjskiego miasta Margate. Artysta chciał zwrócić uwagę na problem zubożałych aktualnie, a niegdyś bogatych miast turystycznych, które padły ofiarą globalnych trendów w turystyce. Margate, jak wiele innych, ma problemy społeczne, zmaga się z wysokim poziomem przestępczości, a architektura popadła w stan degradacji. Artysta usunął fasadę jednorodzinnego czteropiętrowego budynku, który był opuszczony przez jedenaście lat i zastąpił ją nową, zakrzywioną u dołu pierzeją, tworząc iluzję zsunięcia i ujawniając inteligentnie zniszczone wnętrze na najwyższym piętrze. Efekt jest spektakularny. Arysta wyspecjalizował się w przewrotnych, surrealistycznych grach z architekturą miejską. Stworzył ostatnio budynek do góry nogami i topiący się dom z wosku.




Alex Chinneck. Instalation. Margate. 2013. Źródło: dezeen.com




Alex Chinneck. Instalations. Źródło: pinterest.com

Jeden z najbardziej twórczych projektów społecznych w historii – Before I die… (Zanim umrę...) wymyśliła tajwańsko-amerykańska artystka Candy Chang. Przeżywając głęboką depresję po utracie ukochanej osoby, w ramach autoterapii stworzyła interaktywną ścianę na opuszczonym domu w Nowym Orleanie – anonimowe miejsce, które miało przywrócić interakcje między sąsiadami. Zamalowała ścianę farbą tablicową, na której szablonem naniosła wielokrotnie zdanie: "Zanim umrę, chcę _______." Każdy przechodzący w pobliżu mógł wziąć kawałek kredy, zastanowić się nad swoim życiem i podzielić się osobistymi refleksjami w przestrzeni publicznej. To był eksperyment, artystka nie wiedziała, czego się spodziewać. Następnego dnia ściana pełna była odpowiedzi, a ich ilość stale rosła: Zanim umrę, chcę ... śpiewać dla milionów, trzymać ją jeszcze raz, dostać się na International Date Line, zobaczyć, jak moja córka zda maturę, jeść więcej wszystkiego, pozbyć się wszystkich zahamowań, być kompletnym... Spojrzała na sąsiadów w nowy sposobów, a dzięki ścianie zrozumiała, że nie jest jedyną osobą, która próbuje zrozumieć sens życia. Po umieszczeniu kilku zdjęć w internecie, wiadomość o ścianie zaczęła się rozprzestrzeniać, a artystka otrzymała setki wiadomości od ludzi, którzy chcieli zrobić podobne ściany dla swoich społeczności. Dzięki pasji ludzi na całym świecie, stworzono ponad 550 ścian Before I Die w 35 językach w ponad 70 krajach, w tym Kazachstanie, Iraku, Haiti, Chinach, Ukrainie, Portugalii, Japonii, Danii, Argentynie, RPA i Polsce.





Candy Chang. Before i Die. Źródło: thisiscolossal.com

W ramach imprezy Public Art Horsens w Danii latem 2013 roku, amerykański artysta Brad Downey stworzył kilka dowcipnych interwencji miejskich pod wspólnym tytułem Hacking the City. Downey specjalizuje się w działaniach z elementem zaskoczenia, wywołujących u widza zakłócenia w postrzeganiu rzeczywistości. Drogę do tego typu działań utorowała mu jazda na deskorolce, która otworzyła jego swój umysł: ławka przestawała być ławką – stawała się przeszkodą dla autoekspresji. Skateboarding nauczył go, jak być kreatywnym i czerpać inspirację z otoczenia oraz zadawać pytania o funkcje rzeczy.





Brad Downey. Hacking the City. 2013. Źródło: collabcubed.com

Sztuka miejska może sprawdzić się doskonale w służbie polityki. Zdecydowanie łagodzi obyczaje. Podczas Dnia Pracy włoscy robotnicy bez stosowania przemocy, za pomocą artystycznej instalacji wyrazili protest przeciw ogromnej liczbie zwolnień w sektorze budowlanym. Przed mediolańską giełdą umieszczono 10 000 żółtych kasków, a pracownicy, robotnicy, urzędnicy, geodeci, architekci i agenci nieruchomości złożyli oświadczenie o swoim "la Giornata della collera" – "dniu gniewu". Co za piękny, mądry i spokojny sposób, aby wyrazić swój gniew. I jaki sugestywny.


Labor Day. Mediolan. 2013. Źródło: thejealouscurator.com

The Red Ball Project to podróżująca instalacja amerykańskiego artysty Kurta Perschke, rzeźbiarza, twórcy wideo, kolaży i instalacji w przestrzeni publicznej. Czerwona kula odwiedziła już kilkadziesiąt miast na świecie (między innymi Montreal, Toronto, Perth, Taipei, Lozannę, Chicago, Sydney, Barcelonę, Paryż, Abu Dhabi i in.) i otrzymała amerykańską Nagrodę Państwową za Arts Public Art Network. Jest katalizatorem nowych spotkań w przestrzeni międzykulturowej, a jednocześnie uruchamia wyobraźnię w pojedynczych widzach. W kontakcie z Czerwoną kulą nikt nie jest obserwatorem, ale uczestnikiem aktu wyobraźni.






Kurt Perschke. Red Ball Project. 2007-2015. Źródło: collater.al

Bajecznie kolorowy kościół w nadmorskiej dzielnicy Waszyngtonu wywołuje niesamowite wrażenie. Opuszczony zabytkowy obiekt został pokryty muralem podczas The Artful Desperado na zlecenie władz miejskich przez artystę z Atlany Alexa Brewera, znanego jako Hense. Może budzić zdziwienie, że zabytkowy kościół pokryto kolorowym malowidłem, zamiast przeprowadzić rewitalizację, jednak mural zachowuje integralność struktury historycznej, a dodatkowo tworzy nowoczesny, pełen kolorów i szczegółów mix. A wszystko przy użyciu lateksowej farby i talentu. Historia dostaje nowe, kolorowe warstwy, a jednocześnie staje się widoczne to, co zostało dawno zapomniane...



Alex Brewer. The Artful Desperado. 2013. Źródło: plentyofcolour.com

Trudno pokazać tu wszystkie ciekawe projekty interwencji w tkankę miejską, zwłaszcza, że kreatywność twórców wydaje się niewyczerpana. Jest to zjawisko świadczące o demokratyzacji i prężności oddolnych ruchów, niewątpliwie dodające kolorytu miejskim przestrzeniom. Zasadne jest jednak pytanie, czy tego typu działania nie są agresją. Jak daleko artyści mogą wkraczać w tkankę miejską bez zgody jej użytkowników, a często z pogwałceniem ich praw? Miejmy nadzieję, że autorzy zachowają umiar, a zjawisko nie zamieni się w artystyczny terroryzm ;-) Bo w istocie swojej jest to pozytywne zjawisko, będące katalizatorem społecznych przemian związanych z życiową przestrzenią i wpływającym mobilizująco na społeczne zaangażowanie mieszkańców.
Na zakończenie kilka ciekawych interwencji miejskich.


Maider Lopez. Miejska interwencja. Cordoba. Hiszpania. Źródło: justsilviad.blogspot.com


Jennie Lee. Occupy Parking Lots. Źródło: jennilee.tumblr.com



Otto Karvonen i Jon Irigoyen. Grenn Corner. Helsinki. Źródło: pixelache.ac










Miejskie interwencje. Źródło: pinterest.com
 


Joanna Furgalińska