pl | eng

Plakat polski
– wyrok w zawieszeniu

Czytano 5178 razy


Dziś, 14 grudnia 2013 roku, ogłoszono wyniki, wręczono nagrody i otwarto wystawę pokonkursową 23 Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach. Można o tym pisać optymistycznie – 23 edycja, 48 lat wspaniałej tradycji, 200 prac 122 autorów i autorskich tandemów zakwalifikowanych do konkursu spośród 400 prac 159 autorów. Grand Prix Biennale zdobył Michał Tatarkiewicz za plakat "Palestyna". Złotym medalem wyróżniono pracę zmarłego w listopadzie Waldemara Świerzego. Srebrny medal przypadł Bogusławowi Lustykowi za plakat "Maraton Warszawski 2014", a brązowy Joannie Górskiej i Jerzemu Skakunowi za plakat "Scenariusz dla trzech aktorów". Można się cieszyć, że Katowice są stolicą polskiego plakatu, przecież odbywają się tu aktualnie trzy ważne wystawy: wspomniana pokonkursowa 23 Biennale w BWA Katowice, Śląska szkoła plakatu – profesorowie i uczniowie katowickiej uczelni artystycznej (1947-2000) w Muzeum Historii Katowic oraz pośmiertna Waldemar Świerzy. Muzeum Śląskie w hołdzie mistrzowi plakatu (nota bene pierwszemu absolwentowi katowickiej uczelni) w Muzeum Śląskim. Te trzy wystawy doskonale się uzupełniają, są świetnie zaaranżowane i bardzo ciekawe. Wspaniała historia, wielkie nazwiska, nowe zastępy młodych, zdolnych twórców gotowych tworzyć ciekawe plakaty. Tylko, skoro jest tak dobrze, dlaczego rzeczywistość skrzeczy?


Waldemar Świerzy. Waldemar Świerzy – Legenda polskiego plakatu. Dzielo i postać. 2012. Złoty Medal 23 BPP w Katowicach. Źródło: www.posterpage.ch

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uczestniczymy w pogrzebie polskiej szkoły plakatu, a te wystawy to podzwonne. Chciałabym być optymistką, ale nie wierzę w długie życie plakatu w obecnej formie. On już nie jest niestety nikomu potrzebny. Polski plakat, zwłaszcza ten w złotych czasach polskiej szkoły plakatu, był zresztą zjawiskiem księżycowym. Zupełnie niepodobnym do tego, co tworzyli plakaciści na tzw. zachodzie. Plakat był tam po prostu formą reklamy, miał walić po głowie jednoznacznym przekazem kup mnie!, niezależnie od tego, jakiego towaru to dotyczyło – rzeczy codziennych, marzeń, wakacyjnych wyjazdów, filmów czy przedstawień teatralnych. Polski plakat był wyrafinowaną trójstronną grą między artystą, odbiorcą, a funkcjonariuszami systemu. Miał sprzedawać dobra, których nie było i zaświadczać, że jednak są, choć ich nie ma. Był w istocie formą kamuflażu, reklamował filmy, które cenzura trzymała na półkach, przedstawienia teatralne, na które nie było biletów, samochody, na które czekało się latami. Artyści puszczali więc oko do widzów, stąd w plakatach wielowarstwowość znaczeń, aluzyjność, ironia, skrót myślowy, lapidarność i oszczędność formy. Stworzyli gatunek sztuki, który stał się wysublimowaną dziedziną twórczości wysokiej dla inteligentnych koneserów. Choć cenzura istniała, nie dotyczyła formy. Jednak to, co sprawdzało się w plakacie kulturalnym, nie działało w politycznym i propagandowym, bo propaganda była na serio. Najlepiej istotę plakatu polskiej szkoły oddał Janusz Górski:

Polska szkoła plakatu była festiwalem niepraktyczności (...) Plakat w socjalistycznej Polsce nie musiał niczego sprzedawać – był placem zabaw artystów. Kiedy stawiano przed nim konkretne zadania - jak w plakacie politycznym, w którym o artystycznej swobodzie mowy być nie mogło – rezultatem były ceglane gołąbki, jak w znanym projekcie Śliwki. (wg. culture.pl)



Wojciech Fangor. Niewinni czarodzieje Andrzeja Wajdy. 1960. Źródło: life.forbes.pl

Plakaty polskiej szkoły: Waldemar Świerzy. Jan Młodożeniec. Roman Cieślewicz. Źródło: whizbrand.com

Artystyczny plakat filmowy dawno przestał być sztuką i niemal całkowicie zniknął z ulic. Skomercjalizował się jak amerykańska produkcja filmowa. Poniżej przykład najgorszej współczesnej plakatowej chały.


Plakat do filmu Kac Wawa. 2012. Źródło: www.se.pl

Współczesny plakat filmowy przestał być plakatem autorskim. Jest tworzony według szablonu – znana twarz celebryty lub scena z udziałem celebrytów, tytuł, zdobyte nagrody. "Projektuje" się go na podstawie badań fokusowych i żadna interpretacja odautorska nie wchodzi w grę. Jak w słynnym plakacie do filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas", po którym rozgorzała gorąca dyskusja na temat dopuszczalnych granic "inspiracji". Na pytanie, czy ksiądz Popiełuszko ma coś wspólnego z Jamesem Bondem, nikt nie potrafił odpowiedzieć. Skojarzenie z agentem 007 to świadomy element kampanii reklamowej, mającej przełamać martyrologiczny stereotyp księdza.


Plakat do filmu Popiełuszko. Wolność jest w nas. 2009. Źródło: wyborcza.pl

Zostawmy jednak patologię. Polski plakat artystyczny przecież nadal istnieje, choć przemysł filmowy z niego zrezygnował. Aktualnie problemem jest zdefiniowanie, co to jest plakat. Nawet środowisko projektantów ma z tym kłopot, także komisje kwalifikujące prace konkursowe. Jak odróżnić plakat od grafiki z tekstem? Jakie kryteria powinien spełniać plakat? Zwykło się uważać, że plakat to dzieło powstałe na zlecenie i wydane drukiem. Jednak to kryterium nieskuteczne, skoro wielu zleceniodawców realizuje średnionakładowe zamówienia technikami cyfrowymi. Także wydanie plakatu w niskim nakładzie lub wydrukowanie pojedynczego egzemplarza przez autora nie przesądza o jego wartości artystycznej. Z kolei wydanie plakatu w dużym nakładzie nie stanowi o jego doskonałej jakości, a wręcz przeciwnie, jak widzieliśmy powyżej. Wysokonakładowe druki są często wynikiem kompromisu pomiędzy projektanem a zleceniodawcą, często dochodzi jeszcze pośrednik, czyli agencja reklamowa. Mamy w tym wypadku do czynienia z tzw. "projektowaniem kolektywnym". Sama mam kłopot z opisywaniem prac zamieszczanych w Furgaleria.pl, czy są plakatami czy autorskimi drukami limitowanymi? W uproszczeniu przyjęłam, że plakatem jest druk nakładowy. Czy jednak plakat prof. Romana Kalarusa Shigeo Fukuda was here spełnia te kryteria? Nie ma żadnych konkretnych informacji i jest w istocie piękną grafiką. A jednak został wykonany na zlecenie i jest drukiem nakładowym, więc zapewne plakatem jest. Praca Moniki Starowicz Antydekalog 9, drukowana każdorazowo na zamówienie jest moim zdaniem drukiem autorskim o cechach plakatu.


Romana Kalarusa. Shigeo Fukuda was here. 2009


Monika Starowicz. Antydekalog 9. 2009


Kaja Renkas. Cyrk. 2009

Technika cyfrowa, która wydawała się być przyczyną eliminacji plakatu na rzecz innych form druku (city boardy, city lighty, ekrany świetlne, bannery itp) pozwala jednak autorom na druk pełnoformatowych projektów bez konieczności realizowania dużego nakładu. A więc niewątpliwie pozwala zaistnieć twórcom młodym i nieznanym, którzy nie mają szansy na plakatowym rynku, bo są młodzi i nieznani. Daje także możliwość nieskrępowanej autorskiej wypowiedzi artystycznej. Coraz więcej na rynku sztuki i w przestrzeni publicznej tzw. self-editions, niskonakładowych lub drukowanych w jednym egzemplarzu druków autorskich, będących plakatami realizowanymi bez zlecenia i wyłącznie według pomysłu autora. Ta łatwość dostępu do druku często powoduje jednak zbyt szybkie podejmowanie decyzji o wydrukowaniu pracy. Czasem warto by ją poprzedzić dłuższym namysłem. Kryteria i reguły dotyczące plakatu znacznie się rozluźniły. Skoro zleceniodawca został wyeliminowany z procesu powstawania plakatu, autor komunikuje się bezpośrednio z odbiorcą. Twórca będąc realizatorem własnej koncepcji, zarówno w zakresie użytych środków, jak i terminu jej realizacji, przestaje być grafikiem użytkowym, czyli kimś do wynajęcia, staje się autonomicznym artystą. Także plakaty autorskie malarzy i grafików do wystaw własnych są wyjściem jednego z dzieł z galerii w przestrzeń publiczną.


Michał Minor. Obrazy Michała Minora w Galerii Na2P. 2010

Plakat autorski, skoro jest tworzony na własną odpowiedzialność, stał się jednym z narzędzi miejskich partyzantów, popularnych w wielu krajach city guerillas, skupionych zwykle w kolektywach twórczych. W ten sposób przekazują oni treści polityczne, społeczne i ekologiczne podszywając się pod medium, kojarzące się zwykle z legalnością. W wielu krajach zresztą rozlepianie plakatów jest nielegalne lub pół-legalne, możliwe tylko w ściśle reglamentowanych miejscach i za odpowiednią opłatą. W Norwegii rozlepianie plakatów, poza kilkoma wyznaczonymi do tego miejscami, jest ścigane na równi z graffiti i grożą za nie dość wysokie kary porządkowe.


Gum Election. Projekt miejskich partyzantów. Berlin. 2008. Źródło: www.woostercollective.com

Ulica jest coraz mniej przyjaznym miejscem do ekspozycji plakatów. Nawet w krajach, gdzie prawo jest liberalne, a o przestrzeń publiczną dba się średnio, a do takich należy Polska. Muszą one konkurować o uwagę przechodniów z wielkimi bilboardami i świetlnymi ekranami, wielkoformatowymi bannerami wielkości wielokondygnacyjnych budynków czy innymi nowoczesnymi systemami reklamy zewnętrznej. Trudno ukryć, że plakat jako medium traci rację bytu. Usamodzielnia się więc i ewoluuje w stronę sztuki. Coraz częściej jest sztuką dla sztuki, czymś w rodzaju sztuki wysokiej dla mas. Bywa coraz bardziej wyrafinowany w formie i coraz bardziej radykalny w treści, częściej jest widziany w galeriach niż na słupach ogłoszeniowych, a długie życie zapewniają mu katalogi i internet. I choć w stronę grafiki artystycznej aspiruje, jednak grafiką warsztatową nie jest. Jest hybrydą sztuki wysokiej i sztuki ulicznej. Rozpychając się na pozycjach zarezerwowanych wcześniej dla grafiki artystycznej, zabiera jej przestrzeń. Odbiorca nie musi się męczyć nad przesłaniem dzieła i zastanawiać się, co artysta chciał powiedzieć. Na plakacie ma wszak wszystko łopatologicznie wytłumaczone. Dwa w jednym: dzieło + przesłanie. Kultura pop-up. Chyba jednak nie ma wyjścia, trzeba ten stan zaakceptować i czekać, co się z niego wykluje. Tymczasem należy korzystać z powszechnej dostępności i stosunkowo niskich cen plakatów. Nic tak bowiem nie dopełnia wnętrza, jak dobry plakat.


Źródło: lattelisa.blogspot.co.uk


Źródło: tumblr.com


Źródło: rugdots.com


Organizatorzy Biennale Plakatu chyba powinni jednak pomyśleć o przywróceniu podziału na kategorie. A przynajmniej powołać kategorię plakatu autorskiego. Bo jeśli plakat artystyczny przetrwa, to zapewne jako plakat autorski.
A przy okazji chciałabym nieśmiało napomknąć, że w większości konkursów, w których można wygrać kubek, bilet do kina lub cukierka miętowego, w regulaminie jest napisane, że nie wolno w nich startować krewnym ani znajomym królika...

http://www.bwa.katowice.pl/p/369/23_biennale_plakatu_polskiego_katowice_2013/

http://www.mhk.katowice.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=419:slaskaszkolaplakatu&catid=40:wystawy-czasowe&Itemid=267

http://www.muzeumslaskie.pl/waldemar-swierzy-muzeum-slaskie-w-holdzie-mistrzowi-plakatu.php
 


Joanna Furgalińska