pl | eng

Do czego służą książki?
– architectural review

Czytano 2355 razy


Choć UNESCO ogłosiła 23 kwietnia Dniem Książki, w naszym kraju to maj jest tradycyjnie miesiącem książek, w maju odbywały się kiedyś kiermasze, w maju odbywają się aktualnie największe targi książek. Postanowiłam skorzystać z ostatniego majowego weekendu i zająć się tematem związanym z książkami.
Czy książki są nam jeszcze do czegoś potrzebne? Wydania papierowe wypierane są przez ich elektroniczne wersje, z czytników korzysta coraz więcej użytkowników. Książki zastępowane są e-bookami, czasopisma – wydaniami internetowymi, encyklopedie – Wikipedią, a słowniki dostępne są w sieci. Zmierzch tradycyjnej książki następuje w niespodziewanym tempie. Popularny na całym świecie Oxford English Dictionary jest teraz dostępny wyłącznie w wersji elektronicznej. Wyszukanie hasła jest prostsze i szybsze w internecie, niż w wielotomowym słowniku czy encyklopedii.
Większość książek wydaje się na razie w obu wersjach – elektonicznej i papierowej, ale kto wie, jak długo?
Najważniejsze światowe księgozbiory zostały zdigitalizowane za pomocą specjalnie do tego celu skonstruowanych skanerów. Inicjowane są kolejne projekty, takie jak Światowa Biblioteka Cyfrowa czy Europeana, mające na celu udostępnienie dzieł literatury, sztuki i filmu jak najszerszej rzeszy odbiorców.
Co wobec tego robić z niepotrzebnymi książkami, których pozbywają się biblioteki? Oddać artystom, na pewno coś ciekawego zbudują. Książki to świetny budulec, praktyczny, czysty, łatwy w użyciu – to zewnętrzność. Ale jest też metaforyczne przesłanie tych instalacji – książki to wiedza, historia, dziedzictwo ludzkości.
Zapraszam na przegląd budowli wykonanych z książek.

1. Home (Dom) jest instalacją rzeźbiarską, którą kolumbijski artysta Lagos Miler zbudował z książek w 2011 roku w Magnan Metz Gallery w Nowym Jorku. Starannie ułożone książki tworzą zwartą kopułę, która jest całkowicie samonośna. Całość instalacji do obejrzenia tu: http://magnanmetz.com/exhibitions/?exhibition=63


Home. Miler Lagos. Nowy Jork. 2011. Źródło zdjęcia: http://www.thefancy.com/things/265024247/Home-by-Miler-Lagos
 

Uważaj na małych ludzi w mieście
– zawsze patrz pod nogi

Czytano 996 razy


Uwielbiam inteligentny street art. Prawdę mówiąc, jest jedną z moich ulubionych form sztuki. To niesamowite, jak ludzie wykorzystują miejską przestrzeń do zaprezentowania swojej twórczości tam, gdzie wszyscy mogą ją zobaczyć i nie potrzeba do tego niczyjej zgody ani zezwolenia, nie potrzeba też dyplomu ani zaświadczenia, że jest się profesjonalistą. Wystarczy mieć napęd, pasję i pomysły. Jest to sztuka anarchistyczna i prawdziwie demokratyczna, wyłącznie od artysty zależy, czy jego twórczość zwróci uwagę widza. Jednak nie wszyscy ludzie traktują ją poważnie. Może dlatego, że jest anonimowa i publicznie dostępna i, jako taka, niemożliwa do wyceny?
Jednym z najciekawszych twórców ulicznych jest Slinkachu, brytyjski artysta, fotograf i bloger. Jego najbardziej znany projekt, Mali ludzie, jest działaniem artystycznym w skali mikro i dzieje się niejako na drugim biegunie tego samego zjawiska, co twórczość rzeźbiarzy gigantycznych rzeźb. Po podróży do Brobdingnag mamy więc podróż do krainy Liliputów.



Boys Own Adventures. Acton, London. Luty 2011. Źródło:  http://little-people.blogspot.com
 

Podróż do Brobdingnag
– słów kilka o nowych gigantach

Czytano 3817 razy


Świat oszalał na punkcie przeskalowanych realistycznych rzeźb i instalacji. Popkultura gra z samą sobą w nową grę. U swoich żródeł miała apologię radosnej konsumpcji, teraz każe się nad tą konsumpcją zastanowić. Podważając względną wielkość i skalę obiektów, odtwarzając je w skali architektonicznej, przeczy ich znaczeniu i zmusza widza do ponownej oceny swojej obecności w świecie. Przeskalowanie obiektów pozbawia je całkowicie funkcji, ustawienie ich w skali architektonicznej nadaje im posmak surrealistycznej rzeczywistości w realnym świecie, jesteśmy do nich w relacji podobnej, jak Guliwer w Brobdingnag. Zmiana skali i odwrócenie relacji między obiektem i środowiskiem, między przestrzenią wyobrażoną i prawdziwą, stwarza wyzwanie dla widza i podważa wizualne pewniki. Obiektami tej gry są pojęcia, ludzie i ich zabawki, popkulturowe ikony, znane motywy, gadżety, przedmioty codziennego użytku, a nawet śmieci funkcjonujące jako nośniki współczesnych kulturowych znaczeń.

Ikoną tego zjawiska jest wielka Gumowa kaczka holenderskiej artystki Florentijn Hofman, która odwiedziła już wszystkie najważniejsze porty świata. Jak pisze artystka na swojej stronie:

Gumowa kaczka nie zna granic, nie dyskryminuje ludzi i nie ma politycznego wydźwięku. Przyjazna, kołysząca się Gumowa kaczka ma właściwości lecznicze: może zdefiniować i złagodzić napięcia świata. Jest miękka, przyjazna i odpowiednia dla wszystkich grup wiekowych. Praca podróżuje od 2007 roku i można ją było obejrzeć w St. Nazaire (FR), Sao Paulo (BR), Auckland (NZ), Hasselt (BE), Osace i Hiroszimie (JP), Sydney (AUS), Norymberdze ( DE), Amsterdamie (NL) i weilu innych portach świata.



Florentijn Hofman. Rubber Duck. Hong Kong. 2013 (14 x 15 x 16,5 m)
Źródło:  http://www.florentijnhofman.nl/dev/project.php?id=192
 

Black hole sun
czyli ile można wycisnąć z czarnego koła.

Czytano 4395 razy


Kazimierz Malewicz, tworząc w 1915 roku swoje czarne koło, nie wiedział, że będzie ono najczęściej kopiowanym motywem sztuki współczesnej. Czarne koło, symbol absolutu, miało być w zamierzeniu zdetronizowane przez Czarny kwadrat. Koło symbolizujące to, co boskie, i kwadrat, figura nie występująca w naturze, symbol supremacji człowieka nad światem. To kwadrat miał być ikoną suprematyzmu, podczas wystaw musiał wisieć w górnym rogu pod sufitem, w miejscu zwykle zarezerwowanym dla świętej ikony. Nowa ikona sztuki. Malewicz chciał uwolnić sztukę od balastu świata obiektywnego. Z perspektywy sztuki początku XXI wieku, niespecjalnie mu się to udało. Jednak prawdziwe dzieło sztuki żyje własnym życiem i może walczyć o siebie, nawet, jeśli jego życie jest rozbieżne z intencjami artysty. Cały impet krytyki urażonej prostotą suprematystycznych dzieł Malewicz wziął na siebie. Naśladowcom i epigonom przyszło spijać śmietanę.


Kazimierz Malewicz. Czarne koło. 1915. Prywatna kolekcja.
Źródło: http://ru.wikipedia.org/wiki/Чёрный_круг

Wkrótce po namalowaniu pierwszego czarnego koła, Malewicz zaczął kopiować się sam. Trzeba było stale nowych czarnych kwadratów i czarnych kół do licznych wystaw propagujących nową estetykę XX wieku. Zaledwie po 8 latach od powstania pierwszego koła, jak każdy wielki artysta, miał już uczniów od czarnej roboty. Czarne koło, eksponowane w Państwowym Muzeum Rosyjskim w Pałacu Michajłowskim w Sankt Petersburgu, w powszechnym odczuciu będące ikonicznym dziełem Malewicza, jest w istocie wariantem pierwotnego dzieła wykonanym pod okiem mistrza przez uczniów Malewicza: Annę Leporską, Konstantina Rożdiestwienskiego i Nikołaja Sujetina.


Kazimierz Malewicz, Anna Leporskaja, Konstantin Rożdiestwienskij, Nikołaj Sujetin. Czarne koło. 1923. Państwowe Muzeum Rosyjskie w Sankt Petersburgu. Źródło:  http://ru.wikipedia.org/wiki/Чёрный_круг